Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane. Pokaż wszystkie posty

9 grudnia 2016

Po co nam wolność

Wydawało nam się, że wolność to bardzo prosta sprawa. Minęło trochę czasu i sami ugięliśmy się pod brzemieniem wolności, bo nikt nas jej nie uczył. Uczono nas jedynie, jak mamy za nią umierać.
To było zupełnie zaskakujące: wszyscy upojeni wolnością, ale na nią niegotowi. Gdzież jest ta wolność? Wyłącznie w kuchni, gdzie z przyzwyczajenia nadal pomstowano na władzę.
Nie dorośli do wolności.
Nie dorośliśmy do wolności.

Swietłana Aleksijewicz, Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka. Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2014

19 sierpnia 2016

Podziałka

Są na okiennej wnęce
mozolne kreski ołówkiem.
Jakże zuchwałą była
ręka mierząca wzrost dziecka!
Patrz wyżej: nie ma ich wyżej.
Celniejsze zamiast nich znaki:
poprzez wysmukłą młodzieńczą
aż po dojrzałą wysokość
szczerby kul na podziałce życia.

Boleśnie aktualne.
A my się odwracamy. Byle nie musieć widzieć bliżej niż przez ekran telewizora.

Wisława Szymborska, Czarna piosenka. Kraków: Znak, 2014. Wymiary [fr.], s. 62

Obok

Komu mogłam powiedzieć, że byłam ranna, kontuzjowana? Powiem, a kto potem przyjmie taką do pracy? kto weźmie za żonę? Milczałyśmy jak ryby. Nie przyznawałyśmy się nikomu, że byłyśmy na wojnie (...). Mężczyźni byli zwycięzcami, bohaterami, narzeczonymi, mieli swoją wojnę, a na nas patrzyli innymi oczami. Całkiem innymi... Powiem pani, że odebrali nam zwycięstwo.
(Walentina Pawłowna Cendajewa)

Silne, dzielne, odważne, waleczne. Pominięte przy wymienianiu zasług. W filmach o bohaterach wojennych nie ma żeńskich ról.

Swietłana Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety. Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2015

23 listopada 2012

Strach

Przeczytałam Strach Grossa niezależnie od Pokłosia, znacznie wcześniej, ale dzięki tej lekturze rozumiem, dlaczego  ten film wywołuje takie emocje. Rozumiem i - nie rozumiem. Niby coś tam wiedziałam o tym wstydliwym i godnym pożałowania kawałku historii, ale jednak Strach czytałam odrętwiała z zaskoczenia i przerażenia. Krzyki w związku z Pokosiem pokazują, że ta nienawiść nie mieszcząca mi się w głowie, o której nie chciałabym wiedzieć, wciąż i niezmiennie siedzi w ludziach.

Strach przed Żydami w ostatecznym rozrachunku nie jest więc po prostu strachem przed tym, że się pojawią z powrotem i będą chcieli odzyskać dobra, które im zostały zabrane. To jest strach przed społecznością, w której żyjemy. Obecność Żyda przypomina, jak bardzo krucha jest nasza egzystencja, przywodząc na myśl gwałt, do jakiego jesteśmy zdolni. (...) Żyjąc wśród ludzi niezdolnych do nazwania stanu moralnej zapaści, która była ich i naszym udziałem, boimy się o własny los. 
 Jan T. Gross, Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści. Znak: Kraków, 2008

30 lipca 2012

Rachunek


Trzy dni później wyjechałeś i wybuchła wojna. Oboje ją przeżyliśmy. Czy na szczęście?
Kobieta w Berlinie to zapis wydarzeń z ostatnich dni wojny - wkroczenie Rosjan do miasta, walka mieszkańców z głodem, strach przed brutalnością i gwałtami na kobietach.
Podziwiam siłę autorki, jej rzeczowość i dążenie do normalnego życia mimo przerażających okoliczności, ale mimo pozornego spokoju i godzenia się z rzeczywistością, w tle jej opowieści czai się groza.
 Czy to szczęście - przeżyć? Straciła dom, pracę, narzeczonego. W całym tym piekle nie straciła godności.
Po tylu upokorzeniach i walce o własne bezpieczeństwo została osądzona przez najbliższą osobę, niesłusznie.
Chętnie opowiadali historie, w których przedstawiali się w najlepszym świetle. Za to my będziemy musiały trzymać język za zębami, będziemy musiały się zachowywać tak, jakby nas, właśnie nas, przypadkiem oszczędzono. Inaczej żaden mężczyzna nie zechce nas dotknąć.
Mężczyźni wracają z wojny, wyczekani. Żywi, czy nie - bohaterowie. Chcą mieć w domu sielankę, nie ofiary wojny, którymi stały się ich kobiety. Nie radzą sobie z krzywdą swoich żon, sióstr, córek.
U schyłku wojny następuje, oprócz wielu innych klęsk świata, także klęska mężczyzn jako płci.
Anonyma dwa lat później mówi:
Żadna z ofiar nie może nosić swoich cierpień niczym cierniowej korony. Jak w każdym razie mam uczucie, że to, co mnie spotkało, wyrównało w pewien sposób rachunek.
Szanuję jej zdanie i jestem pod wrażeniem jej postawy pozbawionej nienawiści, choć trudno mi pojąć pogodzenie się z taką rzeczywistością.


Anonyma, Kobieta w Berlinie. Zapiski z 1945 roku. Warszawa: "Świat Książki", 2009

25 kwietnia 2012

Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek, wilk, babcia, las i koszyk z prowiantem. Leśniczy i szczęśliwe zakończenie. Z punktu psychoanalizy wygląda to tak:
  • kapturek w kolorze czerwonym jest symbolem menstruacji,
  • napominanie o niebieganie po lesie i o niestłuczenie butelki z koszyczka to ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem seksu i utraty dziewictwa,
  • wilk próbuje Kapturka uwieść gadką o ptaszkach i kwiatkach i - udaje mu się to, Kapturek daje się nabrać na plewy ale szuka dla siebie usprawiedliwienia ("nie ma w tym nic złego, a babcia będzie się cieszyć z kwiatków"), bo jednak czuje się nieswojo,
  • za brak cnoty kara w postaci połknięcia przez wilka,
  • mężczyzna to samo zło, ale jednak ostatecznie kobiety dają mu wycisk za jego niegodziwości.
Czerwony Kapturek jest opowieścią o triumfie święconym przez nienawidzące mężczyzn kobiety, kończąca się ich zwycięstwem, o czym pisze Erich Fromm (Zapomniany język. Wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów. Warszawa: PIW, 1977)

Pierwsza część Zapomnianego języka dotyczy analizy marzeń sennych. Czytam i (posiłkując się wspomnieniem dawno temu czytanego Wstępu do psychoanalizy Freuda) coraz bardziej się niepokoję. Podobno nie ma ludzi zdrowych psychicznie, są tylko niezdiagnozowani, psychoanaliza diagnozuje m.in. za pomocą interpretacji snów, a ja moich nie pamiętam! Fromm opisuje sny swoich pacjentów - jestem pod wrażeniem! Ile szczegółów, jaka rozbudowana fabuła! O czym świadczy wobec tego mój brak marzeń sennych? Czy da się mnie z(psycho)analizować?

26 marca 2012

Filmy na południu

Reakcja mieszkańców Cicely na twórczość Chrisa zawsze wydawała mi się trochę nieprawdopodobna. Jego heppeningi, jak i wielu wypadkach sztuka współczesna, jest czasem trudna w odbiorze i niezrozumiała, tymczasem zainteresowanie mieszkańców z Przystanku Alaska jest autentyczne i szczere. Myślałam, że takich miasteczek nie ma, aż przeczytałam Filmowe Południe Wojtka Szwieca i historię o Józefie Kłyku z Bojszowa koło Pszczyny. Kino amatorskie kojarzy mi się przeważnie z filmami dokumentalnymi, choć niesłusznie, powstaje również sporo filmów fabularnych, takie właśnie kręci m.in. Kłyk (o tym tu). Fantastyczna sprawa - w filmach Kłyka grają bojszowianie i mieszkańcy z okolic, mają swoje stroje lub szyje je sam reżyser, przyprowadzają konie, wozy i co tam jeszcze potrzebne do kręcenia, wieś staje się planem filmowym. Nie dość, że sąsiedzi życzliwie przyjmują twórczość miejscowego artysty, ale sami uczestniczą w procesie twórczym.
Pasja filmowców godna podziwu i godna pozazdroszczenia. Górny Śląsk to niewątpliwie jeden z najbardziej filmowych obszarów tej części Europy, rzeczywiście! Niektóre z wymienionych w książce filmów można znaleźć TU, również Markowa i jej światnagradzany wielokrotnie film Leona Wojtali.

17 maja 2011

Wywiad

Idąc tropem Pulowerka.pl dotarłam do fajnego wywiadu z szefem biblioteki z Mississipi (cały wywiad)
Stany czy Polska, biblioteki są podobne jak się okazuje, w zasadzie mogłabym się pod wypowiedziami podpisać. Kilka fragmentów poniżej, przy tłumaczeniu posiłkowałam się (no, bardzo mocno, niestety, tłumaczenie takie, jak moja znajomoć języka :-/) Tłumaczem Google, tłumaczenie jednego z fragmentów pochodzi z Pulowerek.pl.

Dlaczego lubię być bibliotekarzem?
Szczerze mówiąc, może zabrzmi banalnie, lubię pomagać czytelnikom. Szczególnie tym, którzy są wściekli jak diabli, bo regulamin nie pozwala im wypożyczyć już książek, bo mają ogromne grzywny i 20 lub więcej książek na koncie. Lubię pomagać im dlatego, że dla mnie to jest właśnie sensem biblioteki. (...) Patrzę na osobę i zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie w ich życiu dzieje się bardzo dużo "gówna" i te kary w bibliotece to tylko kolejny kamień do ich ciężkiego życia. (...) W bibliotece są dziesiątki ludzi, a każdy z nich ma swoją historię. Wystarczy tylko się zatrzymać i ich posłuchać.

Na temat książek elektronicznych i zastępowaniu nimi książek tradycyjnych:
Myślę, że usunięcie wszystkich książek z biblioteki jest niedorzeczne. Myślę, że to tak, jakby mówić: "Przepraszam ludzi, którzy są zbyt biedni, zbyt słabo wykształceni lub po prostu nie dbają o "przepaść cyfrową". Wyeliminujemy cię z naszych użytkowników. Nie jesteś już uprawniony do uzyskania bezpłatnej informacji. Po prostu nas to nie obchodzi. Będziemy działać z Ebookami, kropka. Przepraszamy dziecko, którego rodzice nie mogą sobie pozwolić na iPada. Przepraszamy starszego pana, który tak naprawdę uwielbia zapach starych książek. Jest z pewnością miejsce dla książek elektronicznych w bibliotece. Według mnie, można ograniczyć 89% wszystkich leksykonów i wprowadzić ich wersje elektroniczne. Ale moim zdaniem, muszą być też książki. I to nie tylko kwestia nostalgii.

Jeden ze stereotypów, że w bibliotece tylko szeptem. Czy musi być cisza CAŁY CZAS?
Tak, w pewnym sensie. Pozwalam na podekscytowane szepty, intymne gruchanie, a czasem na piski radości. Ale jeśli pani gada przez telefon, a mam uczących się na egzamin, będę po stronie studentów.

No i rzecz wspólna na całym świecie pewnie ;-)
Jedna rzecz, która schodzi jak ciepłe bułeczki to Harlequiny. (...) My nawet nie katalogujemy tych książek. Po prostu je rozdajemy. Po przeczytaniu ludzie przynoszą je z powrotem.

15 kwietnia 2011

Znowu Kofta

Spodobał mi się ten Kofta ostatnio. Miły wieczór się zapowiada, świeczki też mogą być, więc wiersz jak najbardziej w temacie :-)

Światło świec

Osłonię dłonią
Światło świec
Tak dobra dla nas
Obojga jest
Jesteśmy dawni
Jesteśmy ładni
Przy migotliwym
Świetle świec

Tam się zamyka mrok
Nie sięga wzrok
W głęboką noc
A tu szalone ćmy
Woskowe łzy
I ty

Osłonię dłonią
Światło świec
Może je zgasić
Niewielka rzecz
Za głośne słowa
Trzeba od nowa
Zapalać światło
Naszych swiec

Tam się zamyka mrok
Nie znany cień
Niepewny krok
A tu łagodny blask
Oswietla stół
I nas

Osłonię dłonią
Światło świec
Od złego wiatru
Trzeba strzec
Żeby świeciło
Na naszą miłość
Osłonię dłonią
Światło świec

Jonasz Kofta

12 marca 2011

Gauguin

Noa Noa, wspomnienia Paula Gauguina z jego dwóch pobytów na Tahiti, gdzie mieszkał wśród Maorysów, z vahiną (kobietą) Techurą.
Gauguin pisze egzaltowanym stylem człowieka zachłyśniętego dzikością, pierwotnością i egzotyką.
Działalność ludzką trawi tam [w Europie] wyłącznie troska o nieuchwytne jutro, a gdy mogą sobie nieco pofolgować, przeszłość, której nie przeżyli w jednej żywotnej postaci teraźniejszości, ożywa w ich myśli spalonej żalem, gorzka od uraz. Żale i wyrzuty, nadzieje i pragnienia - byli i będą. Nigdy nie są.

Ja teraz, teraz w Ziemi Rozkosznej, naprawdę j a szanuję drobne codzienne wydarzenia i ich głębokie znaczenie. Z prostotą cieszę się słońcem, gdy świeci. Ja teraz umiem żyć.

Czyta się to, wbrew pozorom, bardzo przyjemnie, nie mam poczucia, że jego zachwyt jest jedynie pozą.
Jak to jest, że niejednokrotnie podobny styl wypowiedzi mnie irytuje, a tu opowieść mnie wciągnęła?
Książeczka niewielka, przetykana reprodukcjami obrazów Gaugina, szkoda, że biało-czarne (rok wydania 1959 jest to jednak, jedyną kolorową wklejam poniżej), intensywne, nasycone kolory pasują idealnie do opisów. Reprodukcji jest 17, wielu z nich wcześniej nie widziałam, choć twórczość Gaugina trochę znam.

W pewnym miejscu spisuje modlitwę Techury, którą także chciałabym zacytować:
Strzeż mnie od czarów i od złej rady,
Od nagłej uchroń mnie śmierci,
Od złorzeczenia i od przeklinania,
Strzeż mnie od kłótni przy podziale ziemi!
Niech pokój króluje wokół nas!
Chroń mnie od dzikich, Boże wojowników,
I strzeż mnie przed tym, co krąży groźb pełen,
Co lękiem rad jest przejmować!
I przed tym, komu włos się zawsze jeży!
Bym żyła wraz z duchem mym,
O Boże mój!

Paul Gauguin, Noa Noa. Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1959

27 lutego 2011

Kawa

Beata Pawlikowska, Blondynka w Brazylii. Warszawa: G+J, 2010.

Pawlikowska tak przekonująco pisze o kawie, że już czuję zapach i tęsknię za smakiem. Podelektować się prawdziwą, mocną, aromatyczną kawą! Taką, która rzeczywiście daje kopa! A zazwyczaj zadowalamy się zaparzonym naprędce i byle jak napojem nazywanym zwyczajowo "kawą". Śladowe ilości kofeiny i smak naszej codziennej porcji nie umywa się do opisu!

W pierwszej chwili poczułam tylko ognistą kulę spływającą do mojego żołądka. Ale to, co stało się potem!... Kawa podziałała jak zastrzyk adrenaliny w samo serce. Zesztywniałam i otworzyłam oczy tak szeroko, że wydały mi się większe od całej twarzy. Ramionami wstrząsnął dreszcz. Miałam ochotę podskoczyć i jak rakieta poszybować w powietrze, przebijając głową sufit i dach.

Kawa szalała w mojej krwi, podsuwając na zmianę wizje brazylijskiej karnawałowej samby, lotu pojazdem kosmicznym i piekielnych czeluści buchających diabelskim ogniem. Nie byłam w stanie nic powiedzieć ani wykonać żanego ruchu, mimo, że wewnątrz czułam pędzące stado dzikich mustangów.

Mmmmm.... Cafezinho proszę.

4 lutego 2011

Updike

Updike jeszcze raz. Tym razem Wyjdź za mnie. Temat bardzo podobny jak w Parach, ale bohaterami są członkowie dwóch tylko rodzin.
Jest mąż i ojciec, rozdarty między żoną i kochanką (i domagający się zrozumienia dla jego namiętności i rozterki, biedactwo), oddana żona nieświadoma niewierności męża. I dzieci, z którymi właściwie nikt się nie liczy (i trochę z nimi jak w Nic śmiesznego - A co z dziećmi? Zabiorę. A jak nie będą chciały? To zostawię).

Akcja jego powieści toczy się w czasie rewolucji obyczajowej na przełomie lat 60. i 70. Bohaterowie starają się żyć zgodnie z kultem dążenia do samorealizacji i niezależności.
"Pigułkowy raj" pozwala na nieskrępowane pozamałżeńskie kontakty seksualne. Free Love, hej! Odkrycie wszechczasów, pigułka antykoncepcyjna (a w razie czego możliwość przeprowadzenia aborcji), zwalniała z zobowiązań, odpowiedzialności i wierności.
Skutki prawne rewolucji obyczajowej trudno przecenić, Updike przedstawia jednak te czasy z perspektywy małych amerykańskich miasteczek i ich mieszkańców, dla których przyznanie kobietom praw wyborczych czy zniesienie ustawy zabraniającej mężatkom pracy zawodowej były tylko tłem dla nieskrępowanej ekspresji seksualnej ;-)
Wolność ma swoje niebezpieczeństwa i wyzwania tak samo jak brak wolności. Ale racja musi być po stronie wolności choćby ta wolność była trudna i kłopotliwa
(cytat stąd ).
No i zgadzam się, mamy prawo do wolności, jakkolwiek głupio ją wykorzystujemy.

22 stycznia 2011

Pary

Jestem właśnie po lekturze Par Updika, podobało mi się i myślę, że niektórzy to jednak słusznie dostali Nobla ;-) I mam ochotę trochę więcej Updika poczytać.
Tymczasem w necie natknęłam się na różne opinie, niekoniecznie entuzjastyczne. Niby wszędzie piszą "wybitna i kontorwersyjna powieść jednego z największych pisarzy" a zdania pojedynczych czytelników są podzielone. Czy wybitna - to określenie raczej trzymam na inne okazje, ale podobała mi się. Kontrowersyjna? Powstała w 1968 roku, po 40 latach jej kontrowersyjność jednak trochę już stopniała.
Kolejny to przykład, że książki pozytywnie oceniane przez krytyków literackich są nielubiane przez przeciętnych czytelników. Trudne? Pary akurat wciągają i nie wymagają korzystania ze Słownika Wyrazów Obcych ;-)
Niestety, wciąż to widzę, ludzie lubią, gdy akcja biegnie na łeb na szyję, trup ściele się gęsto, seks sugerowany, postacie nakreślone prosto, w sposób oczywisty i czarno-biały.
A ja jednak wciąż szukam w sztuce podniet inteletualnych ;-)

9 stycznia 2011

Czechy

U nas nie ma tabu i żadna prowokacja nie wychodzi
- mówi Egon Bondy (czyli Zbynĕk Fišer).

Wygląda na to, że rzeczywiście. Jeden przykład:


„Sikający” to pomnik, którym artysta [David Černy] chciał uczcić wejście Czech do Unii Europejskiej. Basen, do którego dwóch mężczyzn oddaje mocz, ma kształt Republiki Czeskiej.

W naszej bogoojczyźnianej Polsce to nie do pomyślenia było by oczywiście! Niektórym Czechom też się nie podobało:
„Sikających” miał zniszczyć rytualnie pochód czeskich skinów, ale upilnowali ich policjanci. Skini-narodowcy zjechali się z całego kraju i było ich dwudziestu. Tylko tylu znalazło się obrońców honoru Ojczyzny.

Czesi jakoś nie czują zagrożenia dla swojego honoru, jak widać. A tymczasem w Polsce...
Kiedy niedawno w czeskim talk-show „Všechnopárty” zacytowałem polskiego poetę Norwida, że „Polska to pamięć i groby”, cała publiczność teatru Semafor w Pradze, gdzie nagrywano program, śmiała się jak z dobrego dowcipu. Myśląc pewnie, że przygotowałem właśnie taki żart na pointę. A to jest prawdziwy cytat, który wiele mówi o Polakach.

Nasz naród do życia nie potrzebuje na przykład autostrad i dlatego prawie ich nie mamy. Nasz naród do życia potrzebuje nieszczęścia. (…) Polacy umieją się jednoczyć, ale wokół nieszczęścia. (…) Aż świat wreszcie przyzna: oni cierpieli najbardziej.

Nasz honor tak gorliwie broniony, nie ma się dobrze. O przywiązaniu do kraju, zadowolenia z życia i Ojczyzny w ogóle nie mówię. Jakaś przypadkowa osoba tak nas, Polaków, podsumowała:
Dlaczego jak na świecie gdzieś jest dziura, to ją wypełniają Polacy? Co to za naród? Dlaczego taki wędrujący? Ta Anglia, to przecież mówią, że tam Polska już jest. Czy to przyzwoite, że naród tak nie usiedzi spokojnie w miejscu?

Cytaty:
Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj. Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2010.
Fotografia ze strony Davida Černego.

29 grudnia 2010

Przemoc

Poradnik dla kobiet ofiar przemocy. Sięgnęłam po tę książkę żeby poczytać o syndromie sztokhlomskim, wciągnęła mnie trochę bardziej. Oprócz rozumienia przemocy jako fizycznego i psychicznego znęcania się - co do którego nikt nie ma wątpliwości, że przemocą jest - autorka wyszczególnia elementy przemocy w znaczeniu społeczno-kulturowym i ekonomicznym.
Role społeczne kobiet i mężczyzn są do tego stopnia utwierdzone w naszej kulturze, że czasem dopiero zobaczenie tego w druku, przeczytanie, uświadamia anormalność pewnych sytuacji i głęboko zakorzenioną, choć ukrywającą się dyskryminację.

- "przemocą w relacjach między płciami jest niedostateczny udział mężczyzn w pracach domowych" (kobieta 4 godziny dziennie, mężczyzna 45 minut - przeciętnie - a ile jest domów, w których mężczyzna, a także nastoletnie lub wręcz dorosłe dzieci, nie robią NIC!)

- "przemocą w relacjach między płciami jest niewystarczająca obecność kobiet w mediach" (nawet jeśli są, to jako piękne tło. Tylko 15-18% czasu antenowego poświęconego jest kobietom - to dane z Hiszpanii, ale czy u nas jest inaczej?)

- "przemocą w relacjach między płciami jest dodatkowa trudność, jaką mają kobiety, by osiągnąć stanowiska na szczytach władzy"

- "przemocą w relacjach między płciami jest stawianie kobietom wymagania, by były doskonałe w sferze zawodowej, podczas gdy nie oczekuje się tego samego od mężczyzn"

- "przemocą w relacjach między płciami są dodatkowe trudności, które napotyka kobieta na rynku pracy i w dostępie do dóbr" (kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn, a jednak to wśród nich jest większy odsetek bezrobotnych)

- "przemocą w relacjach między płciami jest brak wiarygodności kobiety w systemie prawnym" (świadectwo kobiety podlega zakwestionowaniu, musi udowodnić swoją niewinność, niezależnie od tego, czy jest ofiarą czy sprawcą)

- "przemocą w relacjach między płciami są dodatkowe utrudnienia stawiane przed kobietami w dostępie do zasobów kultury" (niemal 2/3 ogólnej liczby analfabetów na świecie to kobiety!)

- "przemocą w relacjach między płciami jest przemoc domowa" (I to niby oczywiste, niby się wszyscy zgadzają z tą tezą, ale sporo osób w przemoc domową i gwałty w małżeństwie nie wierzy. Autorka podaje (za Funduszem Ludnościowym ONZ): "co najmniej 1 na 3 kobiety została pobita, zmuszona siłą do czynności seksualnych lub maltretowana, często przez kogoś dobrze sobie znanego. Corocznie miliony dziewczynek jest narażonych na okaleczenie narządów płciowych poprzez wycięcie łechtaczki. Corocznie około 5 tysięcy kobiet i dziewczynek pada ofiarą tak zwanych morderstw dla przywrócenia honoru". "Na całym świecie liczba lat życia straconych przez dziewczynki i kobiety z grupy wiekowej od 15 do 44 lat, na skutek przemocy domowej i przemocy seksualnej jest większa niż liczba lat straconych z powodu raka sutka i szyjki macicy, chorób układu krążenia, AIDS, malarii, wypadków drogowych, a nawet wojen, razem wziętych" (World Development Report, Bank Światowy, 1993))

- "przemocą w relacjach między płciami są zabójstwa kobiet"

Problemem jest to, że większość uważa, że wszystko jest ok. Przykre jest to, że same kobiety nie dostrzegają niesprawiedliwości i krzywdy, która dotyka inne kobiety.

Consuleo Barea, Poradnik dla kobiet ofiar przemocy. Warszawa: Czarna Owca, 2010

10 grudnia 2010

Non-fiction

Artur Domosławski, Kapuściński non-fiction. Warszawa: Świat książki, 2010.

Żona Kapuścińskiego sprzeciwiała się wydaniu tej książki, okazało się, że idol ma ludzką twarz. I w porządku, moim zdaniem.
Wysoko się cenił, uważał, że ma do powiedzenia rzeczy, o których inni nie mają pojęcia.
Zasłużył na uznanie, które zdobył, ale ideałem nie był.
Począwszy od młodości. Cenię go, ale moim idolem nie jest, więc nie spuszczę zasłony miłosierdzia:
"Obrazki zimowe. Różowe jabłka" (fr.)
Świat jest biały, jak gołąbek pokoju,
który unosi w dziobie skrawek czerwonego płótna.
Te dzieci wciągają na maszt
czerwoną flagę
rączkami ciepłymi od ufności.

"Pierwszy spust z Poematu o Nowej Hucie" (fr.)
żeby
błyskiem i mocą stali
potężniał socjalizmu ogrom.
Cóż, w pochwalnych wierszach przebił Majkowskiego... W późniejszych latach wolał o tym nie wspominać, unika rozmów na temat swoich prac z młodości. Przedstawia ten etap życia marginalnie, tu pozmienia daty, tu przestawi akcent, by lata działalności w partii wydawały się błahe i przypadkowe. Nie były, był zaangażowanym działaczem, dzięki czemu z resztą otwarły się dla niego drzwi na świat. Był człowiekiem swoich czasów, choć się tego później wstydził.

We wrześniu 1955 roku pisze reportaż o Nowej Hucie, potwierdzający to, co napisał Adam Ważyk w Poemacie dla dorosłych.
To przełom. Otwarcie oczu.
Kapuściński prowadził ekscytujące życie, podróże po świecie fantastyczne! Ale w tym czasie dzieją się w Polsce rzeczy przełomowe i to wszystko Kapuścińskiego omija. Dla reportera obserwowanie tych wydarzeń z daleka musiało nie być łatwe mimo wszystko.

Domosławski podkreśla, że do sukcesu Kapuścińskiego przyczyniają się kolejno:
- zdolności,
- ciężka praca,
- książki,
- partyjne zaangażowanie, przyjaźnie i kontakty na szczytach władzy - też oczywiście. Kapuściński umiał wykorzystać swoje znajomości i osobisty urok, ale to talent i praca, poświęcenie życia rodzinnego doprowadziły do sukcesu.
Z czasem Kapuściński robi się bardziej krytyczny wobec Partii, choć nadal ma w tych kręgach znajomych, korzysta ze swych znajomości na co dzień. Pisze Cesarza, pełnego aluzji. Cenzura to przepuszcza, bo książka jest przecież o Etiopii...

Kapuściński angażował się w sprawy swoich bohaterów na poziomie ich poznawania, do tego stopnia, że w razie potrzeby włączał się do walki (co w sytuacji wojny ostatecznie nie dziwi). Reporter powinien poczuć się w skórze opisywanych na którymś etapie prac - Kapuściński wybrał ten sposób, mówi Hanna Krall. Ona sam "zakłada buty bohaterów" w trakcie pisania. Stojący cały czas z boku nie stworzy dobrego reportażu.

Nigdy, przenigdy nie wolno porzucić pasji, nawet kiedy ktoś próbuje nam ją wybijać z głowy.
Czy nigdy? Nie mam na myśli tego konkretnego przypadku, ale moim zdaniem czasem lojalność wobec partnera czy rodzinny powinna być jednak priorytetem. W przypadku osoby tak wybitnej jak Kapuściński nie zastanawiamy się nad ceną, jaką ponoszą jej bliscy, cenę, jaką płacą za realizację czyjejś pasji. Nie oceniam, ale rozumiem sprzeciw bliskich, osoba publiczna nie jest własnością publiczną, poza pracą (na czym by ona nie polegała) ma obowiązki rodzinne. I nawet jeśli mąż/żona poświęci się dla czyjejś pasji to niekoniecznie musi podobać się to dzieciom.

Kapuściński starannie budował legendę o sobie - macho. Koloryzował i dramatyzował opisy wydarzeń, co nie zawsze niestety zgadzało się z relacjami innych reporterów. Tak samo jak swoje życie ubarwiał, tak i  do reportaży dodawał trochę fikcji, w związku z czym narażał się nieraz na krytykę. Fiction czy non-fiction? Czy reporter może sobie pozwolić na naruszenie granicy faktu?
Krytycy doszukali się w twórczości Kapuścińskiego wielu momentów non-fiction, zmienionych faktów, podkoloryzowanych, domyślonych. Jego książki sprzedawane jako zbeletryzowane opowieści osnute wokół prawdziwych zdarzeń nie doczekałyby się krytyki, podawane są jednak jako dziennikarstwo. Atmosferę wydarzeń Kapuściński oddaje idealnie, fakty często są zmieniane.
Kapuściński podkreślał, że trzeba dobrze ująć istotę zdarzenia, szczegóły nie grają roli.
Różne nieścisłości przewijają się cały czas w tej historii, nie tylko koloryzowanie w reportażach, ale również legendy dotyczące jego życia (tworzone przez niego samego).

Rysiek siedział w drugim rzędzie i patrzył z dumą. Miała satysfakcję. Myślała: Widzisz, nie jestem gorsza niż inne.
Alicja, żona. Skąd u niej taka potrzeba chronienia męża? Skąd potrzeba udowadniania wciąż, że jest dobra, że "zasługuje na niego"? Skąd potrzeba przymykania oczu na skoki w bok i życie poza rodziną, ciągle na drugim końcu świata? Ponad 30-letni romans z inną kobietą. Pół życia podwójnie prowadzonego. Skąd potrzeba Alicji by mitologizować Ryszarda? Kobieta ceniona w swoim środowisku, osiągająca własne sukcesy, niezależna. Nie rozumiem.
Czytając o przyjaciołach Kapuścińskiego mam wrażenie, że wiązały go z nimi większa zażyłość i życzliwość niż z żoną i córką. Rola żony sprowadza się tu do wyrozumiałej i stojącej w cieniu menadżerki męża.
Pod koniec życia Kapuściński bardzo się spieszył, czuł presję zbliżającego się kresu. Tylu słów nie zdążył napisać... Odchodził świadomie. Alicja pozostała z bezpodstawnym poczuciem, że coś zaniedbała.

9 grudnia 2010

Tokarczuk

Bodajże Kałużyński powiedział kiedyś o Nożu w wodzie, że to film, który "sam się ogląda". Takie właśnie są książki Olgi Tokarczuk - same się czytają, wystarczy zanurzyć się z przyjemnością w treści i czytać, czytać... I zawsze szkoda, że już ostatnia strona. Na Biegunich trochę czekałam, wielu chętnych się ustawia do książek Tokarczuk, nic dziwnego, warto. Teraz będę polować na Grę na wielu bębenkach, też już staroć ;-)

Mnie życie zawsze się wymykało. Natrafiałam tylko na jego ślady, jakieś marne wylinki. Gdy namierzałam jego pozycje, ono było już gdzie indziej. Znajdowałam tylko znaki, jak te napisy na korze drzew: "Tu byłem". (1)

Tego najbardziej nie lubię u ludzi - zimnej ironii. To bardzo tchórzliwa postawa; wszystko można obśmiać, poniżyć, w nic się nigdy nie zaangażować, z niczym nie poczuć się związanym. Być jak impotent, który sam nigdy nie zażyje rozkoszy, ale zrobi wszystko, by obrzydzić ją innym. (2)

... czasem mam wrażenie, że żyjemy w świecie, który sobie wymyślamy. Ustalamy sobie, co jest dobre, a co nie, rysujemy mapy znaczeń... A potem całe życie zmagamy się z tym, cośmy sobie wykoncypowali. Problem polega na tym, że każdy ma swoją wersję i dlatego tak trudno jest się ludziom dogadać. (2)

(1) Olga Tokarczuk, Bieguni. Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2009
(2) Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych. Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2009

5 grudnia 2010

Carroll


Po Oku dnia oczekiwałam fajerwerków, nie doczekałam się. Niemniej podobało mi się.
Kilka zapisów z 2005 roku, które szczególnie mi przypadły do gustu:

08.02
"Książki mówią: Zrobiła to ponieważ. Życie mówi: zrobiła to. W książkach wszystko zostaje wytłumaczone; w życiu nie. Nie dziwię się, że ludzie wolą książki. Książki nadają życiu sens. Kłopot jedynie w tym, że życie któremu nadają sens, to życie innych ludzi, nigdy zaś twoje własne".
z dzienników Gustawa Flauberta

10.02
Na dziś - przysłowie bułgarskie:
"W razie wielkiego niebezpieczeństwa wolno ci iść za diabłem, póki nie przekroczycie mostu".

18.02
(...) w szkole premiowano szybkie czytanie - zdolność do coraz szybszego czytania ze zrozumieniem.
Teraz wszak uświadomiłem sobie, że jest to niewłaściwe podejście do czytania, które staje się czynnością całkowicie bierną, premiuje się szybkość przyswajania treści, zamiast interakcji z tym, o czym jest mowa; innymi słowy lekceważy się to, co czytelnik wnosi do tekstu... dialog zamienia się w monolog".

20.04
"...Myśleć to cierpieć, no powiedz mi, czy to myślenie coś mi kiedyś dało, czy poprawiło moją sytuację? Myślę i myślę, i myślę, myśleniem milion razy oddaliłem się od szczęścia, ale ani razu się do niego nie zbliżyłem".
Jonatan Safran Foer

cytaty za:
Jonathan Carroll, Oko dnia. Poznań: Rebis, 2006

1 grudnia 2010

Notes

Przeczytałam Doris Lessing Złoty notes. Sięgnęłam po to z wielką nadzieją, piszą, że to najważniejsza książka w dorobku Lessing, pozostawia trwały ślad itd, itp. Zaczęłam z entuzjazmem, pierwsze sto stron (z ponad ośmiuset) natchnęło mnie tysiącem myśli. Potem już mniej.
Jak ktoś to ładnie tu ujął: "jest to opowieść o przygnębiającym chaosie, którym jest ludzkie życie".
Po lekturze Marty Quest i Fali po burzy temat partii komunistycznej tymczasowo mnie znużył, więc ten wątek Złotego notesu trochę przemęczyłam, choć jeśli chodzi o Doris Lessing, to jestem zawsze na tak.
Trawa śpiewa pozostaje w moim osobistym rankingu na miejscu pierwszym.

Fragment o powieści w roli reportażu przykuł moją uwagę (równolegle czytam Kapuściński non-fiction, więc temat reportażu jest szczególnie aktualny).
Funkcja powieści się zmienia. Teraz książka stała się bastionem dziennikarstwa.
Lessing wyjaśnia to następująco: czytamy, aby dowiedzieć się czegoś o sferach życia nam nieznanych, o odmiennych kulturach, ale także o różnych klasach społeczeństwa. Ludzie są spragnieni informacji i poprzez książki zaspokajają potrzebę poznania. Powieść spełnia tu rolę reportażu.
Złoty notes ukazał się w latach sześćdziesiątych, XXI wiek rządzi się innymi już prawami, przepływ informacji nabrał tempa, ludzie są mniej cierpliwi, chcą mieć wszystko natychmiast. Po części książki spełniają tę rolę - poznawczą, po części rozrywkową. I chciałam powiedzieć - częściej, ale właściwie - niekoniecznie. Zaskakująco nieprzewidywalnie ludzie wybierają czasem książki nastawione na poznawanie (choć oczywiście naczelne czytadła mają się dobrze i to się nie zmieni, tu się nie łudzę. Proste składanie liter i chwila emocji - to najczęstsza motywacja do czytania).

29 października 2010

Wojaczek

Pierwszy kontakt z wierszami Wojaczka miałam 20 lat temu, inaczej je odczytywałam niż teraz, oczywiście. Dodatkową atrakcją w jego postaci było to, że pochodził z Mikołowa, zza miedzy przecież. Także dzisiaj, gdy przechodzę pod kamienicą, w której mieszkał zerkam na tablicę pamiątkową z dumą, że wiem, że znam ;-) Z wizerunku na tablicy nie poznałabym wprawdzie kto to, ale... Postacią dla mnie, nastoletniej wtedy, był barwną i tym ciekawszą im bardziej kontrowersyjną. Wierszami zaczytywałam się chętnie, choć być może momentami trudne były wtedy - doświadczenia nie te i wiedzy mniej. Teraz chętnie wracam. W tym roku, 7 grudnia, skończyłby 65 lat.
W Kaskaderach literatury czytam, że
Nie chciano widzieć w nim poety, bo poeta to dla wielu jeszcze co najwyżej półka w bibliotece i pomnik na placu (...) - bo i cóż to za poeta, który szlaja się po "zaplutych barach", który "pije, a potem rzyga".
Życie, poezja - miesza się, współistnieje. I dobrze, jako taka bardziej do mnie przemawia niż romantyczne wynurzenia. Trudno odmówić jej wrażenia, które robi, refleksji i wbrew pozorom także wzruszeń. I pisał także Wojaczek o miłości, choć widzi się w nim głównie buntownika i gorszyciela.


Rafał Wojaczek: Która zmęczona śpi

która zmęczona śpi
a ciało jej jest noc
dzień uśpiony w jej ciele

co to jest
że się nie odróżniam
od jej ciała

świt stop szlachetny
księżyca i słońca
dojrzewa do nocy
w jej śnie gorącym

co to jest
że z jej snu
nie mogę wyjąć mojego snu

mój sen
w jej zaciśnietych dłoniach
zarazem jej oddech
a także iskra
co spina
śpiące ciało z ptakiem

która zmęczona śpi
mój sen zakwita w jej śnie
ofiarowana niegdyś
młoda róża

22 IV 1966, w południe


Rafał Wojaczek: Bądź mi

Bądź mi od stóp do głowy, od pięty do ucha
Od kolan do pachwiny, od łokcia do paznokci
Pod pachą, pod językiem, od łechtaczki do rzęs

Bądź biegunem mojego pomylonego serca
Rakiem, który mózg jedząc pozwoli poczuć mózg
Bądź wodą tlenu dla spalonych płuc

Bądź mi stanikiem, majtkami, podwiązką
Bądź kołyską dla ciała, niańką co kołysze
Jedz mi brud zza paznokci, pij miesięczną krew

Bądź żądzą i spełnieniem, rozkoszą, znowu głodem
Przeszłością i przyszłością, sekundą i wiecznością
Bądź chlopcem, bądź dziewczynką, bądź nocą i dniem

Bądź mi życiem, radością, bądź śmiercią, zazdrością
Bądź złością i pogardą, nieszczęściem i nudą
Bądź Bogiem, bądź Murzynem, ojcem, matką, synem

Bądź - i nie pytaj, jak ci się wypłacę
A wtedy darmo weźmiesz najpiękniejszą zdradę:
Miłość, która obudzi w Tobie śmierć

Wiersze z
Rafał Wojaczek, List do nieznanego poety. Wrocław: Wydaw. Dolnośląskie, 1987 (wydanie to samo, co przed laty)
Cytat z
Edward Kolbus, Z dziejów krucjaty, której nie było. W: Kaskaderzy literatury. Łódź: Wydaw. Łódzkie, 1986.