20 lutego 2010

Vonnegut

Losy gorsze od śmierci, Kurt Vonnegut. Trochę to przemęczam, krążę pomiędzy antropologią, historią rodziny, wspomnieniami z wojny i anegdotami o współczesnych Vonnegutowi pisarzach. Jest to dalszy ciąg Niedzieli palmowej, zbioru esejów i artykułów z dużą dawką autobiografii. Powieści Vonneguta zawsze pochłaniałam chętnie, wszystkie, które wpadały mi w ręce, począwszy od Śniadania mistrzów. W moim osobistym rankingu wygrywają Sinobrody i Rzeźnia numer 5, ex equo.

Lubię styl pisania Vonneguta, nieowijanie w bawełnę, dystans do siebie. “Kilka lat temu (w 1980 roku) miałem nawet własną wystawę rysunków w Greenwich Village, nie dlatego, że były dobre , ale dlatego, że jestem sławny” – pisze w Losie… Ile osób odważyłoby się na taką szczerość? A ile jest “gwiazd”, celebrytów objawiających wciąż nowe “talenty”. Czegóż to oni nie robią?! Śpiewają, tańczą, malują, pisują wiersze. A wszsytko wybitnie, wyjątkowo, jeszcze piękniej. Kto jeszcze, oprócz Kurta, przyzna że bez sławy pies z kulawą nogą by się tą działalnością nie zainteresował? A tymczasem ludzie z rzeczywistym talentem pielęgnują go często na swój własny użytek. I słusznie, talent to osobista sprawa i co ktoś z nim zrobito jego rzecz. “Jeśli ktoś ma talent, nie znaczy to wcale, że zaraz musi coś z tym robić”, mówiła Alice, siostra Kurta (co przytoczył w Sinobrodym), i w pełnej rozciągłości się z nią zgadzam. Choć miło by było równocześnie, gdyby ludzie bez talentu również trochę krytyczniej podchodzili do epatowania swoją “sztuką”.

Lubię Vonneguta za jednoznacznie krytyczny stosunek do wojny i zbrojeń, może i czasem wpadajacy w skrajności, ale w kontekście jego przeżyć w Dreźnie trudno mu się dziwić. A dzięki mediom mamy wojnę dostarczaną wprost do domów. “Telewizja (…) utrzymuje stałe notowania odbioru dzięki symulacjom jednej z dwóch rzeczy, od której oglądania nie potrafi powstrzymać się większość istot ludzkich, szczególnie tych młodych: mordowania. Telewizja, no i kino też, oczywiście, sprawiły i nadal sprawiają, że stajemy się zatwardziali na śmierć i cierpienie ludzkie”.

I na podsumowanie: “Wolność słowa jest wolnością tragiczną, bo przez nią nie ma granic dla zła, z czym niektórzy obnoszą się publicznie, gdyż uchodzi im to bezkarnie”.

(Cytaty pochodzą z: Kurt Vonnegut, Losy gorsze od śmierci. Warszawa 1999)

3 lutego 2010

Pustka

Z dedykacją dla wczorajszego dnia:

Taki chłód schłodził mnie, że zimno.
Wysiadam na piątym. Wyżej nie pofrunę.
Mijam drzwi kolejne: takie same u mnie.
Lustro w przedpokoju szczerzy do mnie zęby.
Mogłabym uderzyć – znowu szydzi ze mnie.
Patrzę w dół na chodnik: parking znów zajęty.
I tak nie wyskoczę, przecież piąte piętro.
Taki chłód schłodził mnie, taki głód zgłodził mnie
Że zimno.
Ktoś natrętnie stuka. Pustka się przywlokła.
Wpuszczam ją do siebie: siada koło okna.
Pijemy do świtu. Ona się zalała.
Śpi w zmiętej pościeli – nic z siebie nie dała.
Oczy zapuchnięte, wtulam głowę w ścianę.
Lizol liże schody. Cieć otwiera bramę.
Sterczę z ciężką głową, sączę kwaśne mleko
Z chodnika do nieba znowu za daleko.

(fragment pochodzi z Kliniki lalek Małgorzaty Holender)

19 stycznia 2010

Nowa twarz

Odkryłam na swój użytek Olgę Tokarczuk. Kiedyś tam czytałam Prawiek i inne czasy, skojarzył mi się jakoś z Kolorowym ptakiem, choć atmosfera w nim zupełnie inna, przyjazna (skojarzenie z Kosińskim pozytywne, rzecz jasna, również na liście ulubieńców), E.E. Teraz kończę czytać Prowadź swój pług przez kości umarłych. Ciekawie, wciągająco, niebanalnie. Mam ochotę na więcej :-) W kolejce stawiam Grę na wielu bębenkach i Bieguni.

A tymczasem Prowadź swój pług…:

Tego najbardziej nie lubię u ludzi - zimnej ironii. To bardzo tchórzliwa postawa; wszystko można obśmiać, poniżyć, w nic się nigdy nie zaangażować, z niczym nie poczuć się związanym. Być jak impotent, który sam nigdy nie zażyje rozkoszy, ale zrobi wszystko, by obrzydzić ją innym.

... czasem mam wrażenie, że żyjemy w świecie, który sobie wymyślamy. Ustalamy sobie, co jest dobre, a co nie, rysujemy mapy znaczeń... A potem całe życie zmagamy się z tym, cośmy sobie wykoncypowali. Problem polega na tym, że każdy ma swoją wersję i dlatego tak trudno jest się ludziom dogadać.

23 grudnia 2009

DDP i Witkacy

I niebawem znowu Dzień Domeny Publicznej. Odszukałam listę osób zmarłych w 1939 roku i znalazłam m.in.: Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Wojciech Korfanty, Sigmund Freud i Stanisław Ignacy Witkiewicz. No to już wiemy kogo wydawnictwa specjalizujące się w tanich lekturach z opracowaniem wezmą na tapetę, nie będziemy już musieli pytać: o co chodzi w tych Szewcach? Ciekawe czy Freuda z opracowaniem też wydadzą ;-)

Jak Witkacy, to z okazji zbliżających się świąt parę optymistycznych cytatów:

Na pełnym brzuchu jedynie polega szczęście, wszystkie problemy wasze są sztuczne. Tylko w zupełnym zbydlęceniu, i to programowym, leży prawdziwy pozytywny kres ludzkości: nic o niczym nie wiedzieć, nie uświadamiać sobie nic, przyjemnie wegetować. Cała kultura okazała się humbugiem; droga była piękna, ale się skończyła.

...z bydłaśmy wyszli i w bydło się obrócimy. I cały wzrost indywiduum był tylko etapem rozwoju społecznego, aby ich siła, indywiduów, rozpuściwszy się w masie, doprowadziła tę masę do możności samoorganizacji.

Cóż za cudowna rzecz mieć specjalność, życie odtąd dotąd, ani kroku na prawo czy na lewo.

I – już kiedyś cytowane:

Bardzo wygodne stanowisko nie rozumieć. Doszedłem 38 lat tą metodą.

(Do zapamiętania lub zapisania i powieszenia nad łóżkiem. Nie rozumiem, nie chce mi się rozumieć i mam święty spokój.)

25 listopada 2009

Pamięć

Umarłych wieczność dotąd trwa,
dotąd pamięcią im się płaci.
Chwiejna waluta. Nie ma dnia,
by ktoś wieczności swej nie tracił.

(Wisława Szymborska – moja ulubiona do cytowania poetka)

Ale oto zbliża się Wszystkich Świętych i wieczność zabłyśnie w blasku zniczy, w towarzystwie wieńców i chryzantem.