10 marca 2010

Inni

Emmanuel Lévinas nazywa spotkanie z Innym wydarzeniem fundamentalnym. Odkrycie Innego jest fundamentem poznania mnie samego. Przez pryzmat Innego, jego śladów, poznajemy siebie. Najważniejszą wartością jest jednostka ludzka – ja, ty, Inny. Muszę stanąć z Innym twarzą w twarz i prowadzić z nim dialog. Muszę wziąć za niego odpowiedzialność. U Lévinasa Inny jest wyidealizowany do skrajności – w jego horyzoncie pojawia się dobro, pragnienie dobra; ofiarowanie się innym jako spełnienie człowieczeństwa.

Tymczasem Jean Paul Sartre pisał, że piekło to Inni. Dlaczego?
Dla samego siebie nieustannie projektuję przyszłość, staję się. Inni widzą mnie tak, jak widzą przedmioty, patrząc na mnie odbierają mi podmiotowość. Widzą mnie, dotykają mnie – jak meble, rzeczy. Widzą mnie wyłącznie jako byt przedmiotowy. Piekło to inni.

Również u Kanta Ja jest niepowątpiewalne, pierwotne. Podobnie i u Kartezjusza – Cogito, ergo sum – podstawa rozważań. I tak wymieniać by jeszcze można. Postawa Lévinasa wyróżnia się tu spośród tradycyjnego w filozofii rozumienia Ja.

Bronisław Malinowski mówił (w kontekście kultur), że Inny to zwierciadło, w którym jestem oglądany, które mnie demaskuje i obnaża.
I widzę, że wbrew wszystkiemu, wbrew otwartości na innych – Inny jest... wrogiem? (niekoniecznie,za mocno powiedziane), intruzem? OBCYM (z całą konotacją tego słowa) na pewno.

Na marginesie Spotkania z Innym (Ryszard Kapuściński, Spotkanie z Innym : Encountering. Kraków, 2007)
Nota bene jaki jest sens wydawania książki w twardej oprawie, zawierającej JEDEN artykuł 10-stronicowy, nie wiem.

20 lutego 2010

Vonnegut

Losy gorsze od śmierci, Kurt Vonnegut. Trochę to przemęczam, krążę pomiędzy antropologią, historią rodziny, wspomnieniami z wojny i anegdotami o współczesnych Vonnegutowi pisarzach. Jest to dalszy ciąg Niedzieli palmowej, zbioru esejów i artykułów z dużą dawką autobiografii. Powieści Vonneguta zawsze pochłaniałam chętnie, wszystkie, które wpadały mi w ręce, począwszy od Śniadania mistrzów. W moim osobistym rankingu wygrywają Sinobrody i Rzeźnia numer 5, ex equo.

Lubię styl pisania Vonneguta, nieowijanie w bawełnę, dystans do siebie. “Kilka lat temu (w 1980 roku) miałem nawet własną wystawę rysunków w Greenwich Village, nie dlatego, że były dobre , ale dlatego, że jestem sławny” – pisze w Losie… Ile osób odważyłoby się na taką szczerość? A ile jest “gwiazd”, celebrytów objawiających wciąż nowe “talenty”. Czegóż to oni nie robią?! Śpiewają, tańczą, malują, pisują wiersze. A wszsytko wybitnie, wyjątkowo, jeszcze piękniej. Kto jeszcze, oprócz Kurta, przyzna że bez sławy pies z kulawą nogą by się tą działalnością nie zainteresował? A tymczasem ludzie z rzeczywistym talentem pielęgnują go często na swój własny użytek. I słusznie, talent to osobista sprawa i co ktoś z nim zrobito jego rzecz. “Jeśli ktoś ma talent, nie znaczy to wcale, że zaraz musi coś z tym robić”, mówiła Alice, siostra Kurta (co przytoczył w Sinobrodym), i w pełnej rozciągłości się z nią zgadzam. Choć miło by było równocześnie, gdyby ludzie bez talentu również trochę krytyczniej podchodzili do epatowania swoją “sztuką”.

Lubię Vonneguta za jednoznacznie krytyczny stosunek do wojny i zbrojeń, może i czasem wpadajacy w skrajności, ale w kontekście jego przeżyć w Dreźnie trudno mu się dziwić. A dzięki mediom mamy wojnę dostarczaną wprost do domów. “Telewizja (…) utrzymuje stałe notowania odbioru dzięki symulacjom jednej z dwóch rzeczy, od której oglądania nie potrafi powstrzymać się większość istot ludzkich, szczególnie tych młodych: mordowania. Telewizja, no i kino też, oczywiście, sprawiły i nadal sprawiają, że stajemy się zatwardziali na śmierć i cierpienie ludzkie”.

I na podsumowanie: “Wolność słowa jest wolnością tragiczną, bo przez nią nie ma granic dla zła, z czym niektórzy obnoszą się publicznie, gdyż uchodzi im to bezkarnie”.

(Cytaty pochodzą z: Kurt Vonnegut, Losy gorsze od śmierci. Warszawa 1999)

3 lutego 2010

Pustka

Z dedykacją dla wczorajszego dnia:

Taki chłód schłodził mnie, że zimno.
Wysiadam na piątym. Wyżej nie pofrunę.
Mijam drzwi kolejne: takie same u mnie.
Lustro w przedpokoju szczerzy do mnie zęby.
Mogłabym uderzyć – znowu szydzi ze mnie.
Patrzę w dół na chodnik: parking znów zajęty.
I tak nie wyskoczę, przecież piąte piętro.
Taki chłód schłodził mnie, taki głód zgłodził mnie
Że zimno.
Ktoś natrętnie stuka. Pustka się przywlokła.
Wpuszczam ją do siebie: siada koło okna.
Pijemy do świtu. Ona się zalała.
Śpi w zmiętej pościeli – nic z siebie nie dała.
Oczy zapuchnięte, wtulam głowę w ścianę.
Lizol liże schody. Cieć otwiera bramę.
Sterczę z ciężką głową, sączę kwaśne mleko
Z chodnika do nieba znowu za daleko.

(fragment pochodzi z Kliniki lalek Małgorzaty Holender)

19 stycznia 2010

Nowa twarz

Odkryłam na swój użytek Olgę Tokarczuk. Kiedyś tam czytałam Prawiek i inne czasy, skojarzył mi się jakoś z Kolorowym ptakiem, choć atmosfera w nim zupełnie inna, przyjazna (skojarzenie z Kosińskim pozytywne, rzecz jasna, również na liście ulubieńców), E.E. Teraz kończę czytać Prowadź swój pług przez kości umarłych. Ciekawie, wciągająco, niebanalnie. Mam ochotę na więcej :-) W kolejce stawiam Grę na wielu bębenkach i Bieguni.

A tymczasem Prowadź swój pług…:

Tego najbardziej nie lubię u ludzi - zimnej ironii. To bardzo tchórzliwa postawa; wszystko można obśmiać, poniżyć, w nic się nigdy nie zaangażować, z niczym nie poczuć się związanym. Być jak impotent, który sam nigdy nie zażyje rozkoszy, ale zrobi wszystko, by obrzydzić ją innym.

... czasem mam wrażenie, że żyjemy w świecie, który sobie wymyślamy. Ustalamy sobie, co jest dobre, a co nie, rysujemy mapy znaczeń... A potem całe życie zmagamy się z tym, cośmy sobie wykoncypowali. Problem polega na tym, że każdy ma swoją wersję i dlatego tak trudno jest się ludziom dogadać.

23 grudnia 2009

DDP i Witkacy

I niebawem znowu Dzień Domeny Publicznej. Odszukałam listę osób zmarłych w 1939 roku i znalazłam m.in.: Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Wojciech Korfanty, Sigmund Freud i Stanisław Ignacy Witkiewicz. No to już wiemy kogo wydawnictwa specjalizujące się w tanich lekturach z opracowaniem wezmą na tapetę, nie będziemy już musieli pytać: o co chodzi w tych Szewcach? Ciekawe czy Freuda z opracowaniem też wydadzą ;-)

Jak Witkacy, to z okazji zbliżających się świąt parę optymistycznych cytatów:

Na pełnym brzuchu jedynie polega szczęście, wszystkie problemy wasze są sztuczne. Tylko w zupełnym zbydlęceniu, i to programowym, leży prawdziwy pozytywny kres ludzkości: nic o niczym nie wiedzieć, nie uświadamiać sobie nic, przyjemnie wegetować. Cała kultura okazała się humbugiem; droga była piękna, ale się skończyła.

...z bydłaśmy wyszli i w bydło się obrócimy. I cały wzrost indywiduum był tylko etapem rozwoju społecznego, aby ich siła, indywiduów, rozpuściwszy się w masie, doprowadziła tę masę do możności samoorganizacji.

Cóż za cudowna rzecz mieć specjalność, życie odtąd dotąd, ani kroku na prawo czy na lewo.

I – już kiedyś cytowane:

Bardzo wygodne stanowisko nie rozumieć. Doszedłem 38 lat tą metodą.

(Do zapamiętania lub zapisania i powieszenia nad łóżkiem. Nie rozumiem, nie chce mi się rozumieć i mam święty spokój.)