27 października 2010

Czytam sobie

Przeczytałam właśnie Dyskretne symetrie, baaardzo fajne, szczególnie początek mnie zachwycił. A więc...
Mój mąż wplątał się w romans. Cherdez la femme. Gdzie ona jest?
Trzeba przetrząsnąć sypialnię. Zetrę jej piętno z materaca, ze szczeliny
między pościelą a poduszką. Czy to odcisk jej ciała, lekki, lecz dostrzegalny?
Moje radioaktywne dłonie z pewnością ją wyczują. Odnajdę każdy jej włos, sprawdzę
najmniejszy ślad obecności jej ciała.
Dajcie mi garnek, pozwólcie zmienić się w kanibala. Będę się nią delektować z większą niż on przyjemnością. Jeśli jest dla niego tak pysznym kąskiem, porozkoszuję się jej smakiem. (...) A potem ją wypluję.

Gdzie śrubokręt? Zdejmę wszystkie zawiasy. Koniec z prywatnością w łazience. Z ukradkowym czytaniem liścików miłosnych. (...)

Ręce mi się trzęsły, a z nimi papiery, gabinet i nasze życie - aż gazeciarz na rogu ulicy złapał swoje dzienniki i przez sekundę poczuł te katusze, nie wiedząc dlaczego.
Gdzie ona jest? Pod dywanem? Pomiędzy szybami okna? Wdychałam ją. Jej molekuły, powietrze nią przepełnione, skupiska żywego ciała.
Oczyść to miejsce, oczyść.
Otworzyłam okna gabinetu i zrobiłam eksperyment grawitacyjny. Co szybciej spadnie - odtwarzacz CD czy laptop?
A z nimi niech lecą słowa. Nienawiść. Gniew. Ból. Podobno słowa nic nie znaczą. To tylko słowa. Są lekkie, niczego nie zmieniają. Jak odbijane lotki. Są nierealne, to tylko zręczna gra. (...)
Słowa nie spadają. Krwawiłam słowami. Poszłam do łazienki, żeby je zmyć, ale gdy wyciągnęłam rękę spod czystej zimnej wody, znów podeszły w górę, czerwone i płynne, niebezpieczne, rozkruszone - rozbite naczynie mojej miłości.

Opis napadu zazdrości - rewelacyjny! Emocjonalna wiwisekcja zranionej osoby. Żadne tam - jak będzie chciał odejść, to proszę, droga otwarta, bez żalu. Nieprawda!
Co się czuje w takim momencie? Czytając ten opis, wiem.

Brzdęk. Ból w głowie. Potem niżej. (...) Ból jest wszechogarniający niczym kochanek. Przyszły mi na myśl osiemnastowieczne niemieckie ryciny, na których zakapturzona Śmierć adoruje żywych. Moja sytuacja jest równie obsceniczna. W głowie mam tylko seks. Stałam się własną pornografistką. Jego ciało. Jej ciało. Moje ciało. Nierozłączne, splecione, mroczne.
(...)
Nie byłam w stanie wycisnąć z siebie słowa czy łzy. Mój umysł próbował wznowić oddychanie w potopie brudnej wody.

Autorka przypomina, żeby - mieć się nieustannie na baczności. Nie matowieć, nie przyzwyczajać się, nie myśleć, że związek jest na zawsze i sam się toczy. Nie popadać w rutynę.
A ja dodam - zmieniać siebie i miejsca, nie obrastać w rzeczy. Dbać o siebie samych i siebie nawzajem.
Obnosiliśmy się z naszym małżeństwem jak z trofeum i uważaliśmy, że mamy do tego prawo. Polerowaliśmy tę zdobycz, zapominając zadbać o siebie.Trofeum lśniło coraz bardziej, a my matowieliśmy. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Co z tego, że byliśmy odrobinę przykurzeni i sfatygowani?
(...)
A gdy zabiliśmy tych, którymi mieliśmy się stać teraz, co zrobiliśmy z ciałami? To, co czyni większość ludzi - ukryliśmy je pod deskami podłogi i przywykliśmy do smrodu.

Smrody eliminować, nie hodować trupów.


Jeanette Winterson, Dyskretne symetrie. Poznań: Rebis, 2010

16 października 2010

Kochasz dzieci?

W pełni sezonu grzewczego, z dedykacją dla tych, których wyobraźnia nie wychodzi poza dzisiaj.

Zdjęcia ze strony Fundacji Arka.

16 września 2010

Bibliotekarz vs czytelnik

Czytam porady Eco jak urządzić bibliotekę (lub: jak skutecznie odstraszyć czytelnika) i oto co się wyłania:

1. "Katalog winien być poszatkowany na jak najwięcej działów"
Poszatkowany jest, ale jeszcze nie jest tak źle ;-) Faktem jest, że z katalogu działowego ludzie nie korzystają prawie w ogóle, o wiele częściej z alfabetycznego. I nie ma co ukrywać, dla wielu katalog jest tajemniczą, dziwną szafką jedynie. I te dziwne cyferki, dla niektórych nawet literki na półkach są dziwne (tak proszę pani, Sienkiewicza znajdzie pani na półce z literką S, tak, ta literka oznacza, że tu stoją książki autorów na S), co tu mówić o oznaczeniach UKD.

2. "Sygnatury winny być niemożliwe do przepisania"
Noo, tu pasujemy idealnie. Na szczęście nie trzeba wypisywać u nas rewersów, niejedna osoba zrezygnowałaby z książki przed przepisaniem połowy sygnatury. Skutki wiernego przepisywania klasyfikacji za Biblioteką Narodową. Tak, jakby w niewielkiej bibliotece publicznej było potrzebne coś więcej niż ogólne przypisanie książki do dziedziny.
821.162.1-3:929 Tatarkiewicz
Ładna? Albo taka:
791.43(091):82(091)](03)

3. "Czas między zamówieniem a dostarczeniem książki winien być bardzo długi"
Tu akurat nie mam nam nic do zarzucenia. O ile oczywiście inni wypożyczający pamiętają, że książki z biblioteki nie stają się przez zasiedzenie (przetrzymanie) ich własnością i zechcą nam je zwrócić. Naprawdę bardzo lubię tych, którzy o tym pamiętają. Bardzo.

4. "Biblioteka ma zniechęcać do jednoczesnego czytania kilku książek, bo od tego można przecież dostać zeza"
Być może, ale na razie nie mam :-)

5. "Unikać wyposażenia biblioteki w jedną chociażby kopiarkę; jeśli już jakaś się znajdzie, (...) limity bardzo niskie, co najwyżej dwie, trzy stroniczki"
W tym popiera nas ustawa o prawie autorskim...

6. "Wypożyczanie międzybiblioteczne winno być maksymalnie utrudnione"
Tak, wypożyczanie międzybiblioteczne jest trudne z definicji, wszędzie.

7. "Kradzież książek winna być ułatwiona"
Cóż, dla chcącego nic trudnego, niestety, okaże się znowu przy skontrum.

8. "Jeśli się tylko uda - żadnych ubikacji"
He he :-) No ale cóż, znowu jakieś przepisy przeciwko nam.

9. "Dział informacji winien być nieosiągalny"
Osiągalny, jak najbardziej, dział informacji to ja, chodząca baza wiedzy wszelakiej, znająca wszystkie tytuły książek oraz wyszukująca książkę na podstawie fragmentu tytułu, opisu akcji czy imienia bohatera. Znająca wszystkie książki, na podstawie których nakręcono filmy, czytająca wszystkie książki z dowolnie wybranego gatunku. Superbibliotekarz, niestety, trochę mi jeszcze brakuje ;-)

Cytaty z
Umberto Eco, Jak urządzić bibliotekę publiczną, ze zbioru felietonów: Zapiski na pudełku od zapałek (książka o prostej sygnaturze 821.131.1-3)

11 września 2010

Myślę sobie

Dwie myśli po lekturze fragmentu Etyki Marii Szyszkowskiej:

Przemoc to nie tylko działania mające na celu podporządkowanie osób wbrew ich woli, nie zawsze ma krwawy charakter. "To także agresywna manipulacja, która ma na celu ukierunkować kogoś w taki sposób, by osiągnąć własne cele" - to już niestety widać na każdym kroku, częściej być może doświadczamy tego rodzaju przemocy w naszym cywilizowanym [sic!], w miarę bezpiecznym świecie.
Szyszkowska wskazuje na związek przemocy z władzą (nie tylko z resztą polityczną) i propagandą.
Przemocą w tym znaczeniu jest również nacisk kultury masowej z jej gotowymi wzorcami zachowań. "Wytwarzają się tą drogą sztuczne potrzeby tak silne, że jednostki już nie poddają ich ocenom moralnym".
Spośród wielu wymienionych źródeł przemocy "przekonanie o własnej nieomylności lub fanatyczne wyznawanie określonych poglądów" wydaje mi się szczególnie niebezpieczne w odniesieniu do osób mających szeroki wpływ na innych. Ludzie o nieukształtowanym światopoglądzie nie zdają sobie sprawy z siły manipulacji, jakiej podlegają. Brak refleksji nad wpływami, którym ulegają i ślepa wiara w dobrą wolę ich duchowych przywódców powoduje że stają się ich rękach bezwolnymi narzędziami.

"Jednym z przeświadczeń, w które pragniemy wierzyć i przyjmować za prawdziwe jest pogląd, że ludzkość doskonali się moralnie".
Chcemy wierzyć, ale historia na to nie wskazuje. Doskonali się prawo, któremu podlegamy i które stosujemy, ale moralność - stoi w miejscu (w najlepszym razie).
Człowiek jest widziany jako istota społeczna, choć nieustannie dochodzi do konfliktów na linii jednostka-społeczeństwo. Każdy żyje w swój indywidualny sposób a uwikłany jest w problemy zbiorowości za sprawą własnej niesamowystarczalności i potrzeb. Współdziałanie i wypełnianie obowiązków wobec innych wymaga wysiłku i nieraz działania wbrew własnym potrzebom. Praca dla innych wymaga codziennej walki z własną naturą i egoizmem. Piekło to inni, trudno zaprzeczyć.

Cytaty z: Maria Szyszkowska, Etyka. Białystok: KAW, 2010.

31 sierpnia 2010

Dziecko

Znacznie później zastanawiała się, czy to narodziny pierwszego dziecka wyznaczają granicę pomiędzy braniem wszystkiego za dobrą monetę a stałym strachem i liczeniem się z najgorszym, jak gdyby tragedia i wszelkie okropieństwa miały spaść na głowę w każdej chwili. Miłość do nieskończenie bezbronnego ludzkiego niemowlęcia, uznała ostatecznie Sara, przesądza sprawę dla większości kobiet. Wystarczyło zobaczyć noworodka, zahipnotyzowanym wzrokiem przyglądać się unoszącej i opadającej klatce piersiowej, drżeć, że jak tylko spuści się z niej oko, przestanie się poruszać ("Stało się to dokładnie w chwili, gdy matka weszła pod prysznic" - czyta się potem w gazetach), żeby nie móc odejść od dziecięcego łóżeczka i z Panem Bogiem lub kosmosem zacząć zawierać pakty, w których oferuje się nie wiedzieć co za możliwość opuszczenia pokoju na chwilę i nieustający równy oddech dziecka.

(Kay Landgale, Jeśli nie miłość. Katowice: Książnica, 2010)

Tak to wygląda, pomiędzy rozczuleniem, troską, oczekiwaniem, wyrozumiałością i dumą a zniecierpliwieniem, zmęczeniem i czarnowidztwem. I tak od 5 lat i do końca życia, obawiam się.